Internet i Komputery

Czy najdroższy antywirus to najlepszy antywirus? Czy dużo funkcji oznacza większe bezpieczeństwo? Czy marka oznacza coś naprawdę wartościowego? Przy wyborze nie warto kierować się ceną. To pierwsze kryterium, bowiem istnieją również antywirusy w pełni darmowe, które na pewno są lepsze od kilku komercyjnych. Ważnym aspektem jest ilość aktualizacji publikowanych i udostępnianych do ściągnięcia przez dystrybutora. W sieci każdego dnia pojawiają się coraz to nowe zagrożenia w postaci wirusów, trojanów, robaków stąd też tak ważne są uaktualnienia. Kolejny aspekt to oceny użytkowników. Warto wpisać nazwę programu wprost do wyszukiwarki. Na różnych forach, czy też stronach znajdziemy zapewne wiele opinii na temat danego produktu. Oczywiście nie warto kierować się tylko i wyłączenie oceną i opinią innych, ale warto poczytać na temat wad i zalet danego oprogramowania. Kryterium kolejne, opinia ekspertów. W sieci branżowej, ale i w specjalistycznych serwisach publikowane są coroczne testy programów antywirusowych. W wynikach tych wyszczególnione są zwykle wszelkie zalety i wady danego programu, oraz opinie ekspertów i użytkowników. Jest to kryterium chyba najważniejsze, bowiem porównanie wyników kilku takich testów daje pełny obraz całego rynku i z pewnością ułatwi nam wybór odpowiedniej dla nas aplikacji.

O ile nie chcesz by twoje dane stały się łupem złodzieja i nie chcesz by ktoś korzystał z twojego konta w internetowym banku powinieneś choć trochę zainteresować się tematem bezpieczeństwa w sieci. W Internecie krąży opinia (poparta podobno badaniami), iż komputer nie posiadających firewall’a oraz programu antywirusowego już w kilka sekund po podłączeniu do sieci zostaje zakażony wirusem. Czy zdanie to można w jakikolwiek zweryfikować, czy uznać za prawdziwe? Pewnie, zawsze można spróbować na własnym przykładzie. Ale czy naprawdę warto? Nie Wirusy, robaki, czy trojany to nie tylko złośliwe oprogramowanie utrudniające życie internauty. Niektóre z nich zagrażają poufnym danym, które wprowadza poprzez przeglądarkę, czy komunikator internetowy użytkownik komputera. Co więcej, istnieje również możliwość, iż twój komputer weźmie udział w przestępstwie, gdy zawładnie nim haker (za przykład służą sieci botnet). Jak się bronić przed takimi atakami? Absolutne minimum to antywirus oraz firewall, jednak nie przeceniona w tej kwestii jest samokontrola użytkownika. Ponieważ unikając podejrzanych stron (pornograficzne strony, warezowe strony, czy stron z crackami do gier i programów), w trakcie surfowania po sieci znacząco obniżamy prawdopodobieństwo zarażenia wirusem, robakiem, czy trojanem.

Co powinien mieć dobry antywirus? Wielu uważa, że wystarcza masa opcji, wiele trybów skanowania, tysiące funkcji i firewall, który blokuje właściwie wszystko. Owszem, może i sprawia to choć pozory bezpieczeństwa, ale prawda na temat tego czy w tej sytuacji na pewno jesteś bezpieczny jest nieco inna. Dobry antywirus istnieje tak naprawdę tylko w teorii. Nie ma na rynku oprogramowania, które chroniłoby użytkownika przed tym co jest chyba najbardziej niebezpieczne przed nim samym. Teoretycznie dobry antywirus to taki, który w swej bazie wirusów posiada wszystkie możliwe zagrożenia, który myśli za użytkownika, który nie daje się wyłączyć. Wielu pewnie z pierwszą cecha zgodzi się od razu, dwie kolejne uzna za niedorzeczne. Prawda jak zwykle leży po środku. Bowiem największe zagrożenie dla własnych komputerów stanowią użytkownicy. To oni narażają co dzień swoją „ukochaną maszynę” na ataki hakerów, czy wirusów i trojanów. Baza wirusów, częste aktualizacje i skanowania, nie dadzą oczekiwanego efekty, gdy my sami nie zadbamy o własne bezpieczeństwo. Często to my sami prowokujemy sytuacje, w których interweniować musi czy to firewall, czy antywirus. Zanim więc bezmyślnie otworzymy stronę, do której link został nam przesłany, pomyślmy chwilę o tym, że dobry i skuteczny w 100% antywirus istnieje tylko w teorii

Jest wiele sposobów dzięki którym hakerzy wyciągają nasze dane, w tymże tekście postaram się przedstawić dwa najważniejsze. Reszta jest równie niebezpieczna, aczkolwiek te dwa rodzaje ataków, jak wcześniej zaznaczyłem są najpowszechniejsze. Phishing – nazwa pochodzi od angielskiego „Password Fishing”, czyli „wyławianie haseł”. Na czym on polega? To bardzo proste, jednak co najbardziej przeraża chyba najbardziej skuteczne. Phishing opiera się na podesłaniu użytkownikowi spreparowanej strony z formularzem, który ofiara wypełnia i wysyła nieświadomie wprost do rąk hakera. Zwykle ta forma stosowana jest by wyłudzić dane dotyczące loginów, haseł, a nawet kodów PIN potrzebnych do dokonywania transakcji w banku. Zwykle strona taka przesyłana jest ofierze poprzez email i jest łudząco podobna do strony, załóżmy, banku. Ofiara nic nie przeczuwa, bowiem jest, przykładowo, proszona o aktywację konta, czy weryfikację danych poprzez wpisanie kodów i haseł. Po utracie środków, nierzadko zdarza się tak, że bank nie chce ich zwrócić, trudno się jednak dziwić – użytkownik można powiedzieć „na własne życzenie” podaje poufne dane. Keylogging – chyba najbardziej wyrafinowana z formy i najbardziej podstępna. Jest to rodzaj złośliwego oprogramowania, które instaluje się na komputerze ofiary bez jej wiedzy. Program taki rejestruje dosłownie wszystkie naciśnięcia klawiszy klawiatury. Dzięki temu haker zyskuje dane na temat wpisywanych do pamięci komputera i formularzy na stronach haseł. Keylogger jest zwykle bardzo trudny do wykrycia i co za tym idzie do usunięcia. Jak się przed tego typu atakami bronić? Antywirus i firewall to nawet mniej niż tylko podstawa, to minimum absolutne. Co jeszcze? Przede wszystkim rozwaga internauty – jest ona niezbędna w tej sytuacji.

Według krążącej po sieci opinii, niezabezpieczony komputer połączony do sieci w kilka sekund po tym zostaje zainfekowany przez pierwszego wirusa, kolejne to już kwestia czasu. Co więc zrobić, by nasz komputer pozostał „zdrowy”? Otóż jak to mówią, antywirus i firewall to minimum absolutne. Czemu minimum, a nie optimum? Bowiem istnieje wiele innych narzędzi, które specjalizują się wykrywaniu i neutralizowaniu konkretnych niepożądanych programów, czy aplikacji. Zacznijmy może od tego co daje nam firewall. Firewall to w dosłownym tłumaczeniu „zapora ogniowa”, chroni ona nasz komputer w czasie rzeczywistym przed wszelkimi trojanami, robakami, czy wirusami. Aplikacja ta (która często jest dołączana do samego programu antywirusowego) bada ruch sieciowy, aktywność aplikacji i na podstawie tych danych wykrywa wszelkie zagrożenia. Firewall nie koniecznie musi neutralizować te zagrożenia, raczej je „odbija” i nie pozwala zagnieździć się wszelkim „świństwom” w systemie. Program antywirusowy, służy do neutralizacji i usuwania wszelkich robaków, wirusów, czy trojanów zagnieżdżonych w systemie. Zwykle służy do skanowania plików i katalogów, w których szuka wszelkich zagrożeń. Dzięki aktualizacjom, które są wypuszczane średnio raz na dwa, czy trzy dni, antywirus „pozostaje na bieżąco” i jest w stanie wykrywać i neutralizować nawet najnowsze wirusy i robaki (choć w rzeczywistości programy takie nadal nie są w stanie usunąć wszystkich krążących po sieci „świństw”).

Czas obalić mit, który dla wielu internautów, zwłaszcza tych „świeżo upieczonych”, urósł do rangi pewnej zasady i prawdy życiowej – „dobry antywirus to 100% bezpieczeństwa”. Prawda na temat tego stwierdzenia jest taka: dobry antywirus nie istnieje, a 100% bezpieczeństwa to fikcja. Wielu, gdy tylko program antywirusowy wykryje nowego robaka, czy wirusa, obwinia właśnie jego. Uważa, że to on jest dziurawy, że nie chroni jak trzeba, że należy go jak najszybciej zamienić. Prawda jest taka, że należałoby zmienić użytkownika. Program to tylko program i nie można winić go za to, że użytkownik przez swoją nieuwagę ściągnął na niego zagrożenie, którego nie potrafi zneutralizować i usunąć. Gdyby każdy internauta nabrał nawyku myślenia w trakcie surfowania po sieci, liczba zainfekowanych komputerów (które przy okazji zarażają inne) zmniejszyła by się drastycznie. Hakerzy zdają sobie sprawę z naszej nie uwagi, co dzień podrzucają nam spreparowane przez nich strony, które aplikują nam złośliwe oprogramowanie. Czy naprawdę rozsądnym jest oskarżanie o wszelkie zło wszystkich wokół? Czas wreszcie zrozumieć, że wirusy, robaki, trojany tworzą ludzie dla ludzi i to oni, często na własne życzenie, instalują je na swoich maszynach, a po fakcie zrzucają winę na zupełnie niewinny program antywirusowy. Rozsądek w sieci to nie grzech, to wymóg – pomyśl dla własnego bezpieczeństwa.

Wirusy, robaki, trojany, keyloggery – wszystko to grozi nam w sieci. O tych „świństwach” słyszał chyba każdy internauta, ale czy każdy wie co one tak naprawdę robią? Wirus, jest to złośliwe oprogramowanie, które infekuje cały system, przez co jest on niedostępny. Wirus taki powstaje głównie dla zabawy. Haker tworzy go by uprzykrzyć co nieco życie innym, wirusy zwykle poza utratą danych nie grożą niczym innym (dane, czy to poufne, czy te tradycyjne nie są wysyłane do hakera). Wirus „do życia” potrzebuje „nosiciela”, zwykle jest nim plik wykonywalny (.exe), który uruchamiany jest przez samego użytkownika. Robak, forma przez wielu niedoceniana, a mimo wszystko chyba najbardziej groźna. Bowiem robak to program, czy aplikacja, która jest w pewien sposób inteligentna. Dąży do powielania się i w szybkim tempie infekuje całą sieć. Robak jest o tyle niebezpieczny, że służy często za backdoor („tylne wejście”, które umożliwia hakerowi zdalną kontrolę naszego PC-ta). Trojan, czy też koń trojański. Jest to po prostu podstępny program, który z pozoru wydaje się być użytkowym, w rzeczywistości zaś służy do „iniekcji” (wstrzyknięcia), czy to wirusa, czy robaka. Keylogger, program, który rejestruje wszelkie naciśnięcia klawiszy klawiatury, dzięki czemu haker zdobywa informację na temat haseł i loginów do różnorakich kont.